Reszel

Reszel - miasteczko na Warmii

Przysłowia ludowe: Gdy w maju śnieg pada, suszę zapowiada.
Grzmot w maju nie szkodzi, sad dobrze obrodzi.

Reszel - Informacje_i_wydarzenia

Pytania, których nie zadasz księdzu – aż sięgniesz po tę książkę

Jest takie pytanie, które niemal każdy nosi gdzieś z tyłu głowy, a niemal nikt nie zadaje go na głos. Nie dlatego, że odpowiedź jest nieważna. Raczej dlatego, że samo pytanie wydaje się jakoś nieodpowiednie – zbyt przyziemne, zbyt szczegółowe albo zbyt szczere jak na rozmowę z duchownym. Ile mogę się spóźnić na mszę i czy to już dyskwalifikuje mnie od Komunii? Czy ateista może ślubować w kościele? Co zrobić, gdy ksiądz nie chciał dać rozgrzeszenia? Kto dokładnie może, a kto nie może zostać chrzestnym, i dlaczego nikt tego nigdy nie wytłumaczył jasno?

Te pytania nie są ani głupie, ani nieistotne. Są bardzo ludzkie. I właśnie dlatego przez lata zostawały bez odpowiedzi.

Milczenie między ławkami

Istnieje pewien paradoks polskiej religijności. Polska należy – statystycznie – do najbardziej katolickich krajów w Europie. Jeszcze kilkanaście lat temu co niedziela do kościołów chodziło ponad czterdzieści procent wiernych. Tradycja katolicka przenika kulturę, język, kalendarz, zwyczaje stołu i sposób przeżywania żałoby. A mimo to poziom wiedzy o tym, jak Kościół naprawdę funkcjonuje – jakie są jego przepisy, skąd się biorą, co jest obowiązkiem, a co tylko zwyczajem – jest wśród przeciętnych wiernych zadziwiająco niski.

Nie ma w tym nic do wstydu – to raczej efekt struktury przekazu. Przez dekady informacja religijna docierała do wiernych z góry: przez homilię, przez katechezę, przez pouczenie. Formacja ta szła w określonym kierunku i nie przewidywała miejsca na trudne pytania z sali. Kto miał wątpliwości, mógł zapytać księdza – ale w praktyce większość ludzi tego nie robiła. Bo nie wiadomo kiedy, bo może nieodpowiednia pora, bo może jednak głupie pytanie.

Efekt jest taki, że całe pokolenia katolików chodzą do kościoła i nie wiedzą wielu podstawowych rzeczy. Nie wiedzą, jak działa spowiedź, gdy się jej boi. Nie wiedzą, co tak naprawdę mówi prawo kanoniczne o chrzestnych. Nie wiedzą, co Kościół mówi o tym, by świętować Halloween. Wiedzą, co o tym mówią inni wierni, sąsiedzi i internet – co jest czymś zupełnie innym.

Kanał YouTube jako konfesjonał bez kraty

Coś zaczęło się zmieniać, gdy kapłani odkryli internet. Nie wszyscy i nie od razu – ale część z nich zrozumiała, że platforma cyfrowa oferuje coś, czego nie daje żadne inne medium: asymetrię anonimowości. Widz może zadać pytanie ze swoją twarzą ukrytą za ekranem. Nikt go nie ocenia. Nie ma kolejki. Nie trzeba umieszczać pytania w kontekście spowiedzi ani wizyty duszpasterskiej. Można zapytać o to, co naprawdę dręczy – bez tła, bez wyjaśnień, bez ryzyka.

Na tym właśnie zbudował swoją popularność kanał Salve Net i rozmowy prowadzone przez Michała Łopacińskiego z ks. Bogusławem Kowalskim. Format był prosty: dziennikarz sportowy i socjolog z jednej strony, ksiądz z praskiej parafii z drugiej. Pytania padały konkretne, odpowiedzi były jasne, a rozmowa zachowywała ton, który rzadko kojarzy się z duszpasterstwem – spokojny, bliski, pozbawiony ceremonialności. Najbardziej popularne odcinki przekraczały sto tysięcy wyświetleń. To liczba, która w kontekście treści religijnych w Polsce robi wrażenie.

Skąd taki zasięg? Stąd, że ludzie rozpoznawali swoje pytania. Nie pytania, które ktoś wymyślił, żeby zapełnić program, lecz te, które sami od dawna mieli, a nie mieli gdzie zanieść.

Kim jest ks. Bogusław Kowalski

Zanim seria rozmów wideo doczekała się formy książkowej, warto przez chwilę zastanowić się nad tym, co sprawia, że postać ks. Kowalskiego działa na wyobraźnię odbiorców. To kapłan z warszawskiej Pragi – jednej z tych dzielnic, która w swoim DNA ma coś szorstkiego i nieporządkowego, coś dalekiego od klerykalnej gładkości. Jako proboszcz parafii katedralnej, a następnie parafii na Grochowie, latami budował relacje z ludźmi, którzy nie zawsze byli łatwymi rozmówcami.

Przez lata był bliskim przyjacielem i współpracownikiem ks. Piotra Pawlukiewicza – jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich kaznodziejów ostatnich dekad, obdarzonego wyjątkowo ostrym i błyskotliwym piórem, z którym wspólnie napisał książkę „Czarny humor, czyli o Kościele na wesoło". Ta znajomość nie była przypadkowa – obaj wywodzą się z tradycji duszpasterstwa, które stawia na rozmowę, a nie na monolog. Na autentyczność, a nie na rolę.

Ks. Kowalski przyznaje otwarcie, że kibicuje Legii Warszawa – co w środowiskach kościelnych bywa tematem żartów – i podchodzi do swojego kapłaństwa z dystansem, który nie jest cynizmem, lecz raczej dojrzałością. Wie, że powaga nie wymaga pozy. Wie też, że ulgę – która jest być może jednym z najważniejszych efektów dobrego duszpasterstwa – trudno osiągnąć przez naciąganie konwencji.

Książka, która wyrosła z rozmowy

Kiedy rozmowy z cyklu „Świątek, piątek i niedziela" zebrały wystarczająco dużą bazę pytań i odpowiedzi, naturalne stało się przeniesienie ich do formy drukowanej. Ksiądz Boguś i Michał Łopaciński stworzyli coś, co jest trudne do jednoznacznego sklasyfikowania gatunkowo – to nie poradnik religijny w tradycyjnym sensie, nie katechizm i nie zbiór kazań. To raczej rozbudowana rozmowa, w której pytania są tak samo ważne jak odpowiedzi. Czyta się ją tak, jak słucha się dobrego podcastu: z przyjemnością, bez poczucia obowiązku, z rosnącą ciekawością, co będzie dalej.

Tytuł jest tu nieprzypadkowy. „Świątek, piątek i niedziela" odsyła do rytmu roku kościelnego – do świąt, dni postnych i niedziel, które wyznaczają strukturę czasu dla praktykujących katolików, a jednocześnie kojarzą się z konkretnym stylem życia. Post w piątek. Msza w niedzielę. Wigilia. Popielec. To rzeczy, które wszyscy w Polsce jakoś znają – choć nie zawsze wiedzą, co za nimi stoi i dlaczego mają taki, a nie inny kształt.

Popularność pierwszego tomu była na tyle duża, że szybko pojawił się tom drugi – i ten trend nie wykazuje oznak spowolnienia. Pytań naprawdę nie ubywa. A może raczej: nagle okazało się, że jest miejsce, gdzie można je zadać.

Co konkretnie ludzi nurtuje

Spis treści tego rodzaju książek jest sam w sobie ciekawym dokumentem epoki. Jakich odpowiedzi szukają Polacy w kwestiach religijnych? Nie chodzi im, jak się okazuje, o wielkie pytania teologiczne – o istotę Trójcy Świętej ani o różnice między katolicyzmem a protestantyzmem. Chodzi im o sprawy, które dotykają bezpośrednio ich codzienności.

Kilka przykładowych pytań z tej kategorii, które regularnie pojawiają się w tym typie rozmów:

  • Czy można na mszy siedzieć w kurtce i czy to narusza jakikolwiek przepis?
  • Czy kolęda jest obowiązkowa, czy to tylko tradycja?
  • Co właściwie dzieje się z grzechem, który się zapomniało wyznać na spowiedzi?
  • Czy można się modlić własnymi słowami, czy muszą to być gotowe formuły?
  • Jaka modlitwa jest „najskuteczniejsza" i czy w ogóle ma sens takie pytanie?

Za każdym z tych pytań stoi coś więcej niż ciekawość liturgiczna. Stoi lęk przed popełnieniem błędu w czymś ważnym, stoi potrzeba zrozumienia reguł, które się przestrzega, i stoi – być może najważniejsze – pragnienie, by wiara nie była wyłącznie zewnętrzną formą, lecz czymś rozumianym od środka.

Na te pytania można odpowiedzieć poważnie, sucho i zgodnie z prawem kanonicznym. Można też odpowiedzieć tak, jak robi to ks. Kowalski: zgodnie z prawem kanonicznym, ale z historią w tle, z analogią do codziennego życia i z nutą humoru, która sprawia, że odpowiedź zapada w pamięć znacznie głębiej niż suche zdanie z podręcznika.

Humor jako narzędzie precyzji

Istnieje powszechne, lecz błędne przekonanie, że lekki ton w sprawach duchowych oznacza powierzchowność. To trochę tak, jakby twierdzić, że dobry nauczyciel fizyki, który tłumaczy kwantową mechanikę na przykładzie kota, niczego nie tłumaczy naprawdę. Tymczasem właśnie takie wyjaśnienie bywa najcelniejsze – bo chwyta słuchacza tam, gdzie mieszka, czyli w tym, co zna.

Dobrze skonstruowany żart wymaga precyzji. Wymaga rozumienia tematu na tyle głębokiego, by wiedzieć, co można przerysować, nie tracąc sedna. W przypadku pytań o wiarę i liturgię oznacza to, że kapłan odpowiadający z humorem musi najpierw wiedzieć więcej niż ten, który odpowiada sztywno. Ironia jest luksusem kompetencji.

Czytelnicy to wyczuwają. Instynktownie rozróżniają między kapłanem, który żartuje, bo nie zna odpowiedzi i chce odwrócić uwagę, a takim, który żartuje, bo wyjaśnienie jest tak naprawdę proste i nie wymaga sztucznej powagi. Ks. Kowalski należy wyraźnie do tej drugiej kategorii – i to właśnie buduje zaufanie, które jest podstawą każdej dobrej komunikacji duszpasterskiej.

Czy ta literatura dociera tam, gdzie powinna

Warto zapytać, do kogo tak naprawdę trafia tego rodzaju książka. Bo jedną sprawą jest popularność, a drugą – realny zasięg. Badania czytelnictwa w Polsce nie są pod tym względem optymistyczne: czytamy mało, a literatura religijna kojarzyna się z wąską grupą odbiorców. Czy tak jest w istocie?

Dane sprzedażowe i recenzje czytelników z platform takich jak Lubimyczytać.pl sugerują coś zupełnie innego. Książki z serii ks. Bogusia komentują zarówno głęboko wierzący praktycy, jak i osoby, które określają się jako „kulturowi katolicy" – zanurzeni w tradycji, ale nieregularnie praktykujący. Pojawiają się też głosy od osób, które po prostu trafiły na tę książkę przypadkiem i zostały zaskoczone, że czyta się ją tak lekko. A te są chyba najcenniejsze – bo wskazują, że treść przekroczyła bańkę swojego naturalnego środowiska.

To właśnie sprawia, że dobra księgarnia katolicka z przemyślaną ofertą jest dziś czymś więcej niż tylko sklepem dla praktykujących. Jest miejscem, gdzie ktoś, kto nigdy nie uważał się za czytelnika literatury religijnej, może trafić na coś, czego nie spodziewał się znaleźć: książkę, którą będzie czytał z prawdziwą przyjemnością i której odpowiedzi będą mu długo towarzyszyć. To rzadkie, ale istnieje.

Pytanie jest początkiem, nie końcem

Jest jeszcze jeden wymiar tego zjawiska, o którym rzadko się mówi wprost. Pytanie zadane – nawet to, które człowiek nosił w sobie latami i nie wiedział, gdzie zanieść – otwiera coś. Nie zamyka sprawy, lecz ją rozpoczyna. Dobra odpowiedź nie powoduje, że czytelnik odchodzi nasycony i nie ma już po co wracać. Powoduje, że zaczyna zadawać kolejne pytanie – i to zwykle głębsze.

Autorzy najlepszych książek w tym gatunku wiedzą o tym doskonale. Nie piszą encyklopedii odpowiedzi. Piszą zaproszenie do rozmowy. Każdy rozdział jest raczej otwarciem niż zamknięciem, raczej mapą niż opisem terenu. Bo czytelnik, który poczuł się potraktowany poważnie i z szacunkiem, chętniej wraca. A czytelnik, który dostał odpowiedź na pytanie, które wstydziło się przebić przez lata, ma powód, by już się nie wstydzić i pytać dalej.

I może właśnie o to chodzi w duszpasterstwie bardziej niż o cokolwiek innego. Nie o to, żeby wszyscy mieli te same odpowiedzi. O to, żeby każdy miał miejsce, gdzie może zadać swoje pytanie – i ktoś odpowie mu prosto, mądrze i bez unoszenia brwi.

REKLAMA

opublikowano: 2026-05-12, © materiał zewnętrzny,

27

Księgarnia Katolicka fot. materiał zewnętrzny
fot. materiał zewnętrzny
Księgarnia Katolicka